Relacje

500. wyjazdowa wygrana Popa

15 listopad 2017r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

500. wyjazdowa wygrana Popa

Gregg Popovich po raz kolejny zapisał się na kartach historii NBA. Tym razem, dzięki wygranej Spurs w Dallas 97:91, stał się trenerem, który najszybciej osiągnął 500 wygranych wyjazdowych (a zrobił to po 835 grach). Brawo.

W tym sezonie Dallas Mavericks nie radzą sobie zbyt dobrze. Z bilansem 2:12 (teraz już 2:13) zajmują ostatnie miejsce na Zachodzie i nic nie wskazuje na to, by ta sytuacja się zmieniła. Ich lider - Dirk Nowitzki - jest cieniem samego siebie i koniec kariery Najlepszego Białego Koszykarza w Historii NBA zbliża się nieuchronnie. 
 
Mark Cuban chyba nie był w stanie tego przewidzieć, a może tylko miewał o tym koszmary senne, o których, po obudzeniu, starał się szybko zapomnieć przełykając jakieś opływowe pastylki na skołatane nerwy wodą sodową (a może i whisky, kto wie). 
 
Zresztą z Dirkiem Nowitzkim związana jest jeszcze jedna sprawa – mianowicie jest on uważany w Dallas za białego boga, Cuban i trener Carlislie będą korzystać z jego usług, dopóki jego wiotkie nogi nie odmówią mu, temu Dirku, posłuszeństwa. Za wszystko, za zasługi, za historię, za mistrzostwo. 
 
Bogiem a prawdą, nie dziwię im się. Tak samo robili w LA, gdy Kobe odchodził (tak, pojedźcie mnie w komentarzach, że przecież Kobe nie grał tak słabo w ostatnim roku), co tu szukać daleko – czy wyobrażaliście sobie Spurs z Timem Duncanem wchodzącym z ławki w jego „last dance”?. Ja też nie. 
 
W Dallas mają jednak przez to problemy. Nie wykorzystują potencjału młodego i gniewnego Nerlensa Noela, który wchodzi epizodycznie z ławki (dziś dla przykładu zagrał pięć minut), ba, nawet Noel jest za freakiem Salah Mejri (który podczas meczu ze Spurs znokautował niemalże LMA dostając za to zwykły faul). Myślę, że frustracja Noela sięga już zenitu. Dajcie mu szansę, na boga. 
 
Wracając do Dirka, miał dziś dobry dzień, znów cofnął wskazówki czasu, trafił 5/8 z gry, miał 7 zbiórek i 6 asyst. Niemiec dostał też wsparcie od swojego starego przyjaciela JJ Barea, który w 27 minut gry wchodząc z ławki, rzucił 16 punktów (w tym parę trójek). 
 
Prawdziwa rywalizacja pomiędzy Spurs a Mavs chyba nigdy nie przeminie, nawet pomimo faktu, że te dwie teksańskie drużyny zmierzają obecnie w dwóch odmiennych kierunkach. Oglądając ten mecz miałem przed oczami stare, dobre czasy. Tyle wspaniałych meczów, tyle emocji, łez i radości. Ile bym dał, by zobaczyć Duncana kryjącego kuśtykającego Dirka.
 
Spójrzmy też trochę w przyszłość Mavs. W ostatnim drafcie Mark Cuban przechwycił prawdziwy nieoszlifowany brylant w osobie Dennisa Smitha Jr. Gdy oglądałem go w preseason zrobił na mnie kapitalne wrażenie – jego energia, eksplozywność, czytanie gry, radość, z drugiej strony typowe dla pierwszoroczniaka nieopierzenie i pewność siebie – przypomina mi naszego ex-Spursa J-Simmsa (zamykając mocno oczy). Czy widzieliście wsady tego chłopaka? W każdym razie dziś Dennis Smith Jr. rzucił aż 27 punktów (najwięcej w swojej króciutkiej karierze). 
 
W meczu widzieliśmy też niejaki pojedynek pomiędzy Rudy Gay’em i Westley’em Matthewsem – obaj wyszli na prostą po zerwaniu ścięgna Achillesa i obaj wracają do formy dając swym drużynom i fanom wiele radości.
 
Pisząc krótko o meczu – Mavs byli zawsze o krok od Spurs i nie odpuścili do samego końca. Na szczęście dziś dobrze zagrał LaMarcus Aldridge, który rzucił 32 punkty (i wdał się w przepychanki z Salahem Mejri, za co dostał T). LMA rzucił też bodajże 8 z 13 ostatnich, kluczowych punktów Spurs w tym meczu i pogrzebał wszystkie szanse Mavs na wygraną.
 
Jeszcze dwie kwestie – Pop ściga na liście trenerów z najlepszym dorobkiem wyjazdowym Pata Riley’a i Dona Nelsona. Do tego pierwszego brakuje mu już tylko 41 (o ile dobrze pamiętam) zwycięstw. 
Z Mavs spotkamy się jeszcze trzykrotnie i to trzykrotnie jeszcze w tym roku. Fajnie, prawda?
 
Tak, Kawhi Leonard nie zagrał.