Artykuły

Część mnie chciała by Spurs przegrali Game 5.

11 maj 2017r. dodane przez Paweł Ostrowski

Jestem świeżo po zakończeniu seansu z meczu nr 5 tej serii i mam wiele odczuć z tego meczu, a najważniejsze to tytułowe 'mam dość liczenia na poprawę gry Spurs'. Dlaczego? Będzie czasami szorstko.

Decyzja o wyjściu Millsem w piątce i jednocześnie nie zagrania ani minuty Dejounte Murray'em była absolutnie słuszną w dłuższej perspektywie. Taki Reggie Miller wręcz piał z zachwytu jak Australijczyk spudłował swój jeden rzut osobisty w ostatniej kwarcie a ten uznał, że to na pewno dlatego, że nie jest przyzwyczajony do długich minut w ciągu sezonu. Na Boga Reggie. Na pewno dlatego spudłował.. nawet siedząc na ławce darł się w niebogłosy zamiast odpoczywać.Mills ma swoje w głowie, jest energetyczny, nie pamiętam u niego braku agresywności i kompetencji do tej gry. Jeśli awansujemy dalej, nie ma zupełnie miejsca na tak wczesną grę pierwszoroczniakiem a Patty w końcu wchodzi na dużą scenę. W dużych butach.

Decyzja o graniu Lee.. krótki, nieskoczny (w sumie jak żaden z naszych podkoszowych poza Dedmonem), niepotrafiący bronić obręczy a na pewno nie pick&rolli był na ruszcie Jamesa Hardena w pierwszej kwarcie. Gwiazdor Rockets szukał switchy na nim i dwukrotnie trafił za trzy z dystansu, pokazując, że Spurs mogą sobie grać wysokimi ale Harden i reszta ma wyjebane na to. Playoffy to czas matchupów i grasz przeciwko ogromnym cwaniakom z Houston na czele z D'Antonim, grasz na pstryczku całej NBA a na pewno przeciwko starszym ideologicznie Spurs - będziesz karany.

No właśnie, starsi ideologicznie Spurs. Nie mam absolutnie zielonego pojęcia dlaczego LMA dostawał tyle piłek tyłem do kosza. A dostawał je na swojej ulubionej stronie, właściwie bez podwojeń! Tzn wiem dlaczego - Kawhi Leonard walczył z kontuzją najpierw kostki a też zamiennie obicia kolana, a trochę to nienaturalne grać swoich akcji na zaraz 40 letniego Manu Ginobiliego, nie? Jak Aldridge dostawał piłkę w post to zamykałem oczy. Nie spędziłem czasu by liczyć ile takich posiadań zmarnował, gdyby tylko czas pozwolił obejrzałbym ten mecz ponownie i policzył to dokładnie, ale nawet w dogrywce punkty Aldridge miał tylko po dobitce. Cały sezon szukał lepszej klepki, robi to drugi sezon tu w San Antonio, Parker spędził sezon na wspieraniu gry Leonarda i właśnie Aldridge'a a ten dostaje no kurwa tonę piłek, szuka, wymusza, pcha się z Andersonem w tłoku, z Hardenem to chyba się obawia tego robić, spudłował nawet dwa rzuty osobiste w OT. Potrzebujemy jego ciała, mówię poważnie, bo zaraz ludzi nam zabraknie do gry a ten spędził ostatnie 17 minut na parkiecie w G5. Nie wiem czy jego gry, takiej gry czują Spurs potrzebę oglądać.

Cała filozofia gry wyżej a rywala niżej była bezczelna. Piękna i bezczelna. Swój sufit możliwości Rockets oceniam wyżej niż sufit możliwości Spurs, bo Spurs swoje zwycięstwo zapewniają tylko bycia uczniami Gregga Popovicha i posiadanie cojones z prawdziwego zdarzenia - popatrz jak Simmons wkracza do Playoffów i gra na tej scenie bez ogródek. Popatrz jak Danny Green robi te małe rzeczy, jakie trzeba zrobić by drużynie pomóć - nie było ofensywnie gry Spurs w dogrywce to trafił trójkę, trafił z faulem i dołożył jeden rzut osobisty. Popatrz co robi staruszek Manu Ginobili z piłką - idzie na lewą, dunkuje z prawej ręki. Cholera, to jest piękne. Spurs nie przegrali tego bo popełnili w końcówce mniej błędów.

Rockets mogą być wściekli bo grają absolutnie mistrzowski (dobra, nie ten co Warriors) basket. Grają w siódemkę, D'Antoni nie przegrywa wcale tej serii z Popovichem, nie mięknie, nie wprowadził ani na minuty D'ekkera ani kolejnego podkoszowego Harrella, nic sobie nie zrobił z gry Spurs wysoko. Nieee, to Rockets grali ultra small-ballem, z Andersonem na 5 i z Arizą na 4. Ich komunikacja, ich gra na blokach, gra Capelii w tej serii (zobacz jak jeden podkoszowy Spurs zostaje zawsze przy nim nie pozwalając na loby głównie Hardena). Spurs bardziej przetrwali atak Rockets niż znaleźli na niego odpowiedź w obronie. Ofensywa Houston sama się zatrzymała, kiedy James Harden nagle nie trafił nic w OT (0-3) a drużyna poza trójką Andersona w rogu nie miała nic tak otwartego jak przez pierwsze 48 minut z gry. Bez Nene wyszli w piątce Gordonem, tak jak drugą połowę meczu nr 4 i każdy kawałek meczu był dla mnie ekscytacją Rockets.

Spurs, jeśli awansują dalej, zostaną zgnieceni przez Warriors. Chwała im za to, że kolejny sezon tak wysoko się trzymają i są w czołówce (cholera, to już kolejny taki rok a rok nr 1 bez Tima Duncana). Nie ma już tu lidera Timmy'ego, nie ma generała Parkera, jest za to Ginobili, który stara się tylko ładnie starzeć (kolego, za ten blok na Hardenie niech Ci ozłocą pomnik), jest Aldridge, którego dziś niemożność przewag w pomalowanym przyćmiewa każdą jedną inną dobrą rzecz jaką wykonuje na parkiecie, jest Leonard, którego w tej serii lekko tracimy - oby nie zdrowotnie - ale chłop za dużo sił oddaje na obronę stąd mniej energii na robienie roboty za trzech po drugiej stronie parkietu - jest za to Gasol i jego wzrost, który dostał zjebę od Popa za nie pójście jeszcze raz na picka do Millsa przy ostatniej akcji meczu minut regulaminowych (+Gasol jest za wolny za bieganiem za Andersonem), mamy Millsa, Simmonsa grających, Andersona, Dedmona i Murray'a śmiejących się. Prawda jest przed moimi oczami - Spurs nie są przygotowani na wpierdol życia od Warriors. 

Trenerze - can't play Lee. (pierwsza akcja po switchu). I czego do jasnej anielki gramy wysoko a pod koszem Harden widzi dziurę wielką jak tą ozonową. Spurs na etapie komunikacji w obronie są poziom niżej od Rockets.

Trenerze D'Antoni - moje gratulacje.