Relacje

O meczu z Cavaliers słów kilka

24 styczeń 2018r. dodane przez Paweł Ostrowski

O meczu z Cavaliers słów kilka

To jest ten jedyny raz, kiedy Cleveland Cavaliers Kinga James przylatują na mecz z San Antonio Spurs. Raz w roku przypada takie małe święto. Święto, bo choć sezon regularny Cavs to po raz kolejny wielka sinusoida, w szatni jest równie nieciekawie, niepewnie i chłodno, to LeBron James w mieście to zawsze wyjątkowe wydarzenie.

Po tym sezonie zasadniczym LeBron James zostaje wolnym agentem i są o tym już bajki, pieśni, rzecz jasna zakłady o tym gdzie Król będzie kontynuował swoją karierę. Duże jest prawdopodobieństwo, że odejdzie po raz drugi ze swojego ukochanego zespołu. Do meczu i do kilku ciekawostek koło niego słów kilka:

1) LeBron i Gregg Popovich mają specjalną więź. Jest to więź utkana szacunkiem, respektem, podziwem a podwaliny tego są na długiej, wieloletniej rywalizacji, z których jak na razie wychodzili z różnym skutkiem.

Gregg Popovich zlał LeBrona w 2007 roku do zera. Do zera, bo LeBron miał wtedy 10 wiosen mniej, to był pierwszy finał dla organizacji z Ohio. Big Three Spurs Parker, Ginobili i Duncan byli wtedy Bogami. MVP Finałów wtedy był ten pierwszy. Pamiętacie to?

LeBron James grając dla Miami Heat w 2013 roku został po raz drugi mistrzem NBA, zdobywając je także rok wcześniej, ale tym razem James na wprost musiał sobie poradzić z Greggiem Popovichem i jego San Antonio Spurs. Jakie szanse były, że Pop wygra tą rywalizację? Bardzo, bardzo duże. Nie chcę wracać do tego, nie chcę myśleć o tym jak duże.

Rok później był The Revenge. Ale dla Spurs. Spurs byli na misji, nie doprowadzili nawet do sześcu meczy, to była najlepsza wersja Spurs w jakiekolwiek edycji, w jakiejkolwiek wersji. LeBron James przestał być najlepszym skrzydłowym na parkiecie, zaczął być nim Kawhi Leonard. To my mieliśmy najlepszego zawodnika tej serii. Pop w 10 dni rozprawił finały po mistrzowsku, jak na mistrza przystało.

Od momentu gdy Król jest z powrotem Cavs kibicuje im najmocniej jak mogę, by zmiękczyć tą ligę. By dolać do niej oliwy, której my w Polsce nie dolewamy nawet do pizzy. Oczywiście liga nie musiałaby być zmiękczana, gdyby ktoś nie przewrócił tej gry do góry nogami, Stephenie Curry. I tak o to finały Cavs - Warriors dzieją się od trzech lat z rzędu, a ten raz gdy James urwał pierwsze mistrzostwo dla organizacji Cavaliers, jak obiecał, jak wybraniec, płakałem do monitora. Nie tak mocno jak płakałem po rzucie Ray'a Allena na dogrywkę w G6 Spurs-Heat... 

Bo tam były naklejane uż mistrzowskie taśmy . 

Ale, wzruszony byłem wyjatkowo.

LeBron ma też coś dla Gregga:

Myślę, że jest najlepszym trenerem ze wszystkich czasów. Być w stanie zrobić tyle, ile on zrobił kiedy koszykówka zmieniła się tak mocno, być w stanie w głowach zawodników utworzyć odpowiedni mindset i zmienić ich grę [jest imponujące].

2) Ale za rok możemy mieć LeBrona na zachodzie. Stop. Chcemy mieć LeBrona na zachodzie. W San Antonio chcą mieć więcej Króla. Dlaczego uważam, że w Cavs już nic nie kliknie? Powodów jest kilka

- Thomas wg raportów jest fatalny w obronie, dużo bardziej fatalny niż Irving,

- Kevin Love po raz enty jest w orbicie plotek transferowych, do tego teraz zespół obwinia go nawet za to, że w przegranym ostatnim meczu z Thunder zachorował, grał kilka minut i pojechał do domu. A co, to jego wina, że zachorował, i Cavs stracili 148 punktów u siebie?

- jeszcze raz, co? 148 punktów?

- Jeśli znów kwestionują grę i ambicje, wklad gry Kevina Love'a to panie Kevinie też pakuj walizki. Masz sporo gry w sobie, nie tej z tyłu, ale tej po ofensywnej stronie, wygrałeś już mistrzostwo, nie widzę powodu tu siedzieć. Miałbym dość.

Ale Kevin zachowuje się, trzeba powiedzieć, profesjonalnie. Głowa do góry, nie przejmuje się plotkami, za dużo nie chce opowiadać mediom. 

- LeBron też może pożegnać się z Cavs bo niespecjalnie broni trenera, ależ on to robi subtelnie.

- Ale też może dlatego, że po prostu sam LeBron nikomu nie powiedział, nie zdradził co chce zrobić w przyszłości. Kupuje domy w LA, nawet dwa, jego wolna agentura denerwuje zarząd, oni żyją w strachu, co zrobić bez swojego największego gwiazdore, zawodnicy nie wiedzą co ich czeka w zespole za rok. Atmosfera jak w Sacramento Kings za ostatnich lat.

3) Nie wolno było raczej sądzić, że LeBron i Cavs wygrają z taką formą (3 zwycięstwa w ostatnich 10 meczach) z San Antonio Spurs.

Stop, po raz drugi. Można było sądzić. Gregg Popovich dziś miał lepszych zawodników w dresie/garniturze nich tych, którymi grał. Pau Gasol, Manu Ginobili, Rudy Gay i Kawhi Leonard. Jeden wysoki, dwóch stretch4, jakiś ziomek z włosami, chyba zna francuski ale na pewno nie poważną grę w koszykówkę. 

4) Manu Ginobili nie gra już czterech meczy pod rząd, można powiedzieć nie mal, że od pięciu (z Atlantą zagrał 5 minut). To nie jest DNP Rest, Manu nie zagra także dziś z Memphis Grizzlies. Argentyńczyk, który dostał tonę, autentycznię tone głosów w głosowaniu do All-Star Game (Leo Messi wypromował go w Argentynie na Los Bogos) ma problem z udem.

5) Wygrana z Cavs była bardzo ważna nie tylko ze względów na sam fakt powrotu na zwycięską ścieżkę. Spurs upadli do takiego poziomu, że straciliśmy trzecie miejsce na zachodzie na rzecz Minnesoty Timberwolves i Jimmy'ego Butlera. Jak ktoś tęskni za Kawhi Leonardem to proszę Jimmy'ego oglądać. 

Na pierwszą dwójkę szans nie mamy. Ale trzecie to szansa ominięcia niewygodnej drużyny z piątego miejsca, a na pewno Warriors w drugiej rundzie.

6) DeJounte Murray operował naszym atakiem, wyszło mu to niemal najlepiej od początku sezonu. 21 letni Murray tak prowadził grę, że skrzydła były ciąglę w ruchu. To pomogło odciążyć Aldridge'a na bloku. Nie ma rzutu za trzy i w tej lidze jego największe atuty to hustle plays, zbiórki i drybling, o ile nie kosmicznie wysoki, to kąśliwy dla obrońców, bo DeJounte ma bardzo długie ręce, jak nie jeden skrzydłowy. Grał na przeciwko Isiaha Thomasa, niziutkiego i przy nim wyglądającego na zgarbionego. 

Murray z Cavs - 19 punktów, 10 zbiórek, do tego 7 przechwytów (o matko) i trzy asysty w 30 minut. 

Warto:

7) Tony Parker, muszę o tym napisać osobny news, wiadomo o czym, z ławki miał 14 punktów i 6 asyst w 18 minut. Operował pick&rollem z nonszalancją, znajdował proste rzuty. Kurcze, Tony, zaskakujesz. Trzeba przyznać, że był mocno zmowytowany przeciw Cavs. 

Moment, kiedy prowadził naszą akcję a na przeciw niego Dwyane Wade.... ajjj.

8) Na pozycji nr jeden Spurs mieli dziś lepszych, po prostu lepszych graczy, w formie ale też LaMarcus Aldridge raz jeszcze przyszedł do pracy, 30 punktów i 8 zbiórek, gość wygląda jak skała. Nigdy nie oglądało mi się go lepiej niż w tym roku. Żaden płaczek, lubię gościa, nie tworzy swoich kolegów lepszymi zawodnikami niż są, ale jest stabilny w swojej grze, w obronie czasami skała nie do ruszenia, ma mimo swojego wieku fantastyczną pracę nóg, oddaje rzuty na pułapie dla innych niedostępnym. Najlepsze w meczu +23.

8) Panowie z TNT mieli dobry ubaw w pewnym momencie gdy oceniali jak wolny jest Kyle Anderson. Ale przy tym go docenili tak samo, jak z niech łacha darli. Kyle 10-12-5 Anderson miał jedną z najlepszych nocy w karierze, musi to być w jego TOP5, wierzę, że on sobie taką tworzy i na bieżąco wykreśla, poprawia. Jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi, Kyle Anderson tworzy ofensywę. On ją rozumie. Jeśli dociągniemy do poziomu 50 zwycięstw w sezonie to ozłocę Kyle'a.

9) Gregg Popovich mało, za mało używał strzelców jak Forbes i Mills w meczu. Drugi grał koło Parkera, ale przeciwko tak niestabilnej ofensywie jak Cavaliers (panowie się nie przejmują) tych rzutów, wielkich rzutów mogło być jeszcze kilka.

10) Źle się ogląda taki team Cavs. To może nie być już mistrzowski kaliber. Może to być mistrzowski kaliber, poczekajmy do rozpoczęcia Playoffów, czasu mało. Niech panowie od siebie odpoczną, ponoć myślą o wytransferowaniu Thompsona. 

W noc jak tą coś dobrego miał dla nas - Mr 30,000.

James zaliczył nockę na poziomie 28-9-7, ot co standardowa noc. Rzutem pod koniec pierwszej kwarty prawie z syreną LeBron zdobył swój 8 punkt w nocy, potrzebował 7 by osiągnąć 30,000 punktów w karierze. Zrobił to jako najmłodszy zawodnik w lidze. 

Zaraz po tym rzucie fani w Spurs, zawodnicy z jego drużyny, wszyscy przyszli mu z gratulacjami.

A później to.

I popatrzcie na to w jakich superlatywach wypowiadał się o fanach, o organizacji Spurs i o trenerze Popie.

LeBron w Spurs?

Pewnie nie, ale ten docenia tak bardzo podczas swojej przygody potyczki z SAS.

Dziś bez highlightów.

Gramy o 2:00 z Memphis.