Relacje

Po świętach wszyscy zdrowi, 21 punktów Kawhi Leonarda

27 grudzień 2017r. dodane przez Paweł Ostrowski

W pierwszym meczu po świętach dla Spurs wszyscy wyglądali na zdrowych i odpowiednio na nogach ruchliwych. Przed cięższym styczniem czeka Spurs jeszcze stosunkowo łatwe zakończenie roku i na razie winszują to zwycięstwem nad Brooklyn Nets.

BROOKLYN 97, SAN ANTONIO 109

Co dobre niech się szybko nie kończy. Gregg Popovich mógł po raz pierwszy w tym sezonie zagrać swoją wymarzoną piątką graczy na starcie - Tony Parker, Danny Green, Kawhi Leonard, LaMarcus Aldridge i Pau Gasol.

Co wiemy - nie ma właściwie trzeciego centra w San Antonio. Albo inaczej, nie ma dla niego wiele minut. Francuz Lauvergne ciężko trenuje ale gra praktycznie ogony, fragmenty, momenty. Bądź gra wtedy gdy Gregg usadza kogoś z DNP Rest powodu. Gra Spurs po raz pierwszy doznała takich motylków w brzuchu i w tym momencie strechujących czwórek może być jeszcze więcej bo do Bertansa (choć dziś 5 minut), Kyle Andersona (18 minut), Rudy'ego Gay'a (16 minut) teraz doszedł także najlepszy na każdej pozycji, Leonard.

I to Leonard miał team high no i z oczywistych względów season high 21 punktów. Najlepszy +18 wskaźnik też należał do niego. Po raz pierwszy zwiększono mu minuty do 26. Jego trójki wyglądają na bardzo czyste i w swojej naturze łatwe. Zaczyna też czuć te małe rzeczy jak drybling za plecami, wyczuwanie switchy w defensywie i ma też energię w ataku bez piłki.

Po nudnej pierwszej kwarcie 19-16 Pop nieco eksperymentował bo zobaczyliśmy nieco większy ball-sharing dwójki Leonard-LMA a pod koniec także było eksperymentowanie składem Forbes + Murray za dłuższych starzem kolegów Andersona i Greena.

Nudna też była trzecia kwarta albo jej początek, bo czegoś najedli się w szatni zawodnicy i wyszli na mecz zimni jak Danny Green. Ratować to wszystko musiał przejmujący kontrolę Manu Ginobili z ławki (11 punktów, 3 asysty) i pod koniec tej kwarty prowadzenie 80-69 wyglądało na stabilne i takie już do końca było.

Manu Ginobiliemu życzymy btw szybkiego dojścia do siebie po ciężkim ciosie w krocze. 40 letni Ginobili bez NBA i NBA bez Ginobiliego kwiczy, a koszykówka w San Antonio umiera.

Mecz warto obejrzeć i przyjrzeć się też np. krótkim odcinkom czasu gdy gramy izolacje dla Gay'a, ten jako scorer zawodzi i zaraz potem Kyle Anderson robi dokładnie to samo. Ociera się to o szybszy zawał serca.

Z czwartku na piątek mecz z NYK!

GO SPURS GO!