Relacje

Porażka w Philly

4 styczeń 2018r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Porażka w Philly

Dzień po podbiciu Nowego Jorku, Spurs przegrali mecz z 76ers 106:112 grając bez swoich pięciu podstawowych zawodników (przyczyna? kontuzje, rehabilitacje, wiek, zmęczenie).

Zespół w miasta The Roots nie przestaje zachwycać. Chłopaki pod wodzą trenera Bretta Browna robią kapitalną robotę, a to dopiero początek ich drogi, dorgi do sukcesu. Zauważcie, że to pierwszy sezon Philly z takim składem, w którym zdrowi Joel Embiid i Ben Simmons wiodą prym mając za plecami masę prawdziwego, pełnokrwistego talentu w graczach m.in. Dario Sarić, JJ Redick (jestem jego fanem, mimo, że nawrzucał nam trójek grając w Clippers) oraz Markelle Fultz (nie gra od dwóch miesięcy z powodu kontuzji ramienia, niemniej oczekiwania wobec niego są wyższe niż wartość Bitcoina). Prawda jest taka, że Philly dopiero uczą się wygrywać, robią proste blędy wynikające z dogrywania się, braku doświadczenia czy zwyczajnie z młodości. Dziś mieliśmy tego przykład. 76ers odjechali Spurs, którzy nie grając pierwszym garniturem (bez Leo, PT9, Danny'ego, Manu i Rudy'ego Gay'a) zdołali napsuć im krwi w końcówce spotkania (np. odrabiając 16 punktów straty, lol). Życzę Philly pierwszego od lat udziału w playoffach, ponieważ oglądanie ich to sama przyjemność - są zaangażowani, tworzą superteam, wspierają się. Mam jedynie nadzieję, że bogowie koszykówki będą im łaskawi pod względem zdrowotnym - chlopaki mają potencjał do bycia prawdziwą siłą na Wschodzie.

Wracając do meczu, to przy stanie po 103 Ben Simmons zrobił klasyczny and-1, następnie JJ Redick na spółkę z Joelem Embiidem dobili Spurs efektownym wsadem tego drugiego oczywiście.

Warto dodać, że najjaśniej dziś błyszczał Kyle Anderson, który był odpowiedzialny m.in. za krycie Bena Simmonsa. Zrobił to na serio bardzo dobrze, dodatkowo prawidłowo prowadził atak Ostróg. Kyle to wyjatkowy gracz, nie jest może tak atletyczny jak byśmy sobie tego życzyli czy marzyli, jednak potrafi grać ciekawie jeden na jeden, ma swój styl gdzieś na 4-5 metrze od obreczy, męczy tym przeciwników, ma długie ręce, dobrze szuka piłek. To ten sam sort co wspomniany wyżej Simmons, zdecydowanie. 

LMA (24 punkty) i Patty Mills (26 punktów) zagrali dobre zawody. Pau Gasol zagrał słabe zawody. Popovich zagrał dobre zawody podsumowując mecz w jego wyjątkowym stylu otwartego erudyty "to dobrze, że (Embiid) zagrał". 

Trener Philly Brett Brown był kiedyś w sztabie szkoleniowym Spurs (od 1998 do bodajże 2007 r. (czterokrotny mistrz NBA, jakby nie było). Co ciekawe, Brown do dziś nie wygrał meczu z Ostrogami (bilans 0:8). Tym większe brawa dla tego pana. Brown podsumował dzisiejszy występ trafnym zdaniem "wiem, że w składzie Spurs brakowało kilku zawodników, ale w moich oczach to ciągle San Antonio Spurs". Tak, ma pan rację, trenerze.  

Kolejny mecz przeciwko Suns.