Relacje

Spurs przelewają na parkiet swe własne fantazje, niesamowity comeback z Kings

9 marzec 2017r. dodane przez Paweł Ostrowski

Spurs przelewają na parkiet swe własne fantazje, niesamowity comeback z Kings

Spurs bez odpoczywających Kawhi Leonarda i LaMarcusa Aldridge'a jeszcze bardziej podnieśli sobie poprzeczkę trudności i w pierwszej kwarcie uzbierali tylko 15 punktów, rywalom pozwolili na aż 37 i w drugiej przegrywali już różnicą 28. Wyglądało to trochę tak, jakby to Spurs byli tym pośmiewiskiem ligi Sacramento Kings ale wszystko 'wróciło do normy'. Spurs zanotowali największy comeback w erze Gregga Popovicha i zmiennicy, Mills, Ginobili i Lee wszyscy wskoczyli w buty dwóch nieobecnych gwiazdorów. What a game.

SACRAMENTO 104, SAN ANTONIO 114

Po tym jak Aldridge i Leonard grali po 40 minut w meczach dostali we dwójkę wolne a w ich miejsce David Lee i Jonathon Simmons mieli wywalczyć kolejne zwycięstwo. 

I jak tu walczyć o zwyciestwo kiedy wszystko wychodzi Królom i już w połowie drugiej kwarty rywale prowadzili aż 28 punktami? 

Gregg Popovich nigdy nie odrobił takiej straty jako trener San Antonio Spurs.

Ostatnie przypadki z Minny, z Houston były po to by uwierzyć. I uwierzyli.

Spurs znaleźli siły, zgranie, znaleźli wykończeniowców (choć szukali jej po całej ławce) i udało się im dokonać największego comebacku w tym sezonie w całej lidze ale także w erze Popovicha.

W trzeciej kwarcie bombardowali pomalowane z determinacją i raz po raz zmniejszali to prowadzenie. Nawet, jeżeli Tyreke Evans pozostawał gorący (26 punktów, 9-13 z gry) Spurs mieli multum okazji by zmniejszyć prowadzenie do jednocyfrowej straty ale nie mogli tego zrobić aż do timeoutu zwołanego przez Davida Joergera, na 5:13 przed końcem. Patty Mills władował trójkę jako część 15-6 serii punktowej.

Manu Ginobili był fascynujący w meczu i z kolei jego celny rzut z dystansu dał już prawie, prawie upragnione prowadzenie. Kings jeszzce coś odpowiedzieli rzutem Skala Labissiere'a i jeszcze oni prowadzili przed ostatnimi 12 minutami, 82-86.

David Lee na starcie ostatniej części zdobył sześć punktów z rzędu i w AT&T był remis! Spurs nadal nie mogli postawić kropki nad i i mieć prowadzenia w meczu, więc Pop finalnie wziął czas na żądanie. Duża część posiadań szła przez Jonathona Simmonsa, tak jak standardow przez Kawhi Leonarda. Później pojawił się jeszcze Manu Ginobili w tej roli i finalnie Spurs wbili nóż w plecy Sacramento.

Trójka z faulem Millsa. (99-94)

Dwie z rzędu trójki zawodzącego standardowo, ale kończącego mecz jak na niego przystało Greena na +8 na 1.28 przed końcem. 

Ginobili zakończył mecz mając najwięcej w sezonie 19 punktów, Simmons i Green mieli ich po 14.

Ten team jest absolutnie nieprzewidywalny, ale kiedy Mills i Green zaczynają trafiać swoje trójki, Spurs są momentalnie mistrzami.

50 zwycięstwo w sezonie. Znów. Piękna historia.