Relacje

Spurs wygrali w Toyota Center, jest 2-1!

6 maj 2017r. dodane przez Paweł Ostrowski

Spurs wygrali w Toyota Center, jest 2-1!

W brzydkiej jak noc pierwszej połowie Spurs jak i Rockets mieli popis nieskuteczności ale zapełnili 48 minut po Tonym Parkerze, który opuścił pierwszy mecz Playoffów w swojej 16-letniej karierze, mogli liczyć raz jeszcze na młodych, Jonathona Simmonsa i Dejounte Murray'a, w byli w końcu prowadzeni przez dwójkę gwiazd, Leonarda w parze z Aldridgem i przetrwali 40 punktów Jamesa Hardena, wygrywając mecz nr3. Wielkie rzeczy, wielkie zwycięstwo.

SAN ANTONIO 103, HOUSTON 92

Duncan, Parker, Ginobili. Ta Wielka Trójka przed ponad dekadę dla Spurs odnosiła największe sukcesy.

Tymczasem pierwszy od prawie roku jest na emeryturze, drugi ma potwierdzoną operację kończącą jego sezon a ten trzeci gra tak, jakby to była jego ostatnia pieśń. I do tego wszystkiego co robi trener Popovich?

Zaczyna mecz Dejounte Murray'em, nie Patty Millsem. To takie Spursowe.

Pop powiedział, że ten dzieciak jest gotowy na wszystko a Millsa chce zostawić na bombardowanie z ławki. Jednak jego pierwsze 73s jako rozgrywający to dla Murray'a "welcome to the REAL NBA" i trochę jak WTF. Przeszkolenie dostał w trzeciej i czwartej akcji meczu od Patricka Beverley - to jest dopiero twardy dzik - jakieś podanie w aut, jakiś za wysoki kozioł, tak tak. Chłopak oglądał do tej pory Playoffy z ławki. 

Pop nie bez powodów nazwał ofensywę w tej kwarcie najgorszą jaką w życiu widział. I uwaga jaka piątka na parkiecie - Mills, Simmons, Anderson, Ginobili, Aldridge. Dobry Boże.

Chyba każdy niekozłujący/połowicznie kozłujący obrońca próbował wziąć się za kreowanie. Robił to Green, podał w kontrze w aut. Zrobił to Simmons, dwa razy przerzucił kolegę. 

Spurs stracili generała, gracza do pick&rolli (Manu już w sobie tego nie ma), w pierwszej kwarcie i po części w drugiej ofensywa szła jak krew z nosa, Leonard też nie miał nic łatwego z gry. To będzie wracać w kolejnych meczach.

Ale to Spurs mimo tych 20 strat w meczu objęli prowadzenie. Jakim cudem?

1) Znów efekt Pau Gasola w post. Po pierwsze z nim grają Spurs wolniej, pisałem o tym już kiedyś. To San Antonio jakimś dla mnie niepojętym cudem dali sobie narzucić tempo w G1 ale ta sama grupka ludzi już w G2 i G3 prowadzi to tempo. Rockets się duszą.

2) Duszą na tyle, że Ryan Anderson był bez punktu z gry, Lou Williams zagrał tylko 11 minut i był w ogóle bez punktu a Eric Gordon zdobył tylko 9 punktów z 10 rzutów. James Harden rzucił 43 punkty, spoko, ale gdzie jego standardowa pomoc? To się nie powtórzy pewnie.

Albo powtórzy.

3) Jeszcze wrócę do Hiszpana na chwilę. Stoi sobie chłop w pomalowanym i tylko czeka na to by przejąć wszystkie loby kierowane do Clinta Capeli a w pomalowanym czeka by wszystko kontestować bądź blokować (kolejne 2 bloki po 4 w G2). Dodatkowo spójrz niżej jak Spurs dobrze komunikują się przy picku Harden&Capela.

4) Spurs w końcu zameldowali się w meczu z lepszą obroną, zwłaszcza tą w szybkim ataku Rox (o tym już było, ledwie 10 punktów z ławki gospodarzy). Ale wsiadając do samolotu prosto do Chin LaMarcus Aldridge jednak nie zrobił odprawy i wrócił do gry na poziomie NBA, co było kolejną różnicą. LA był w końcu tym, któremu siedział rzut, który walczył przy tablicy, czerpał korzyści z anormalnych umiejętności podawania przez Gasola. Miał rytm, flow, w końcu lepiej się ustawiał, zdobył 26 punktów (12/20 z gry) i zdobył dziś tyle samo, co lider Kawhi Leonard.

I jak moje oczy radują bardzo kiedy widzą tak grającego z wiarą w siebie Greena, blokującego rzuty rywali, trafiającego trójki w czwartej kwarcie (w tym jedną po rozrysowaniu akcji przez Popa po celowym timeoucie), jak moje oczy radują się, kiedy oglądasz 15 minut występu Jonathona Simmonsa i mówisz sam do siebie - oho, chce mu się grać za ten milion dolarów. Odkąd pojawił się w San Antonio strzelcem tu nie jest, więc zawsze szkoda tego jak wolny był tutaj ale już za chwilę zrobił to:

Chcemy sobie przypomnieć pierwszą akcję meczu? Ja też nie. Takiej nijakiej koszykówki nie oglądałem od preseason, a może no dobra od listopada, ale na szczęście druga połowa obfitowała w sukces. I 36.4% z gry Rockets hehe.