Relacje

Spurs wygrywają z Pacers, game winner Leonarda

2 marzec 2017r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Spurs wygrywają z Pacers, game winner Leonarda

Kawhi Leonard załatwił Pacers. Jeśli ktoś spodziewał się, że Pacers przyjechali do Alamo City najeść się tacos, to był w błędzie. Na osiem sekund przed końcową syreną Hoosiers wygrywali ze Spurs 99:98 i wtedy Kawhi Leonard wziął sprawy w swoje ręce. Dosłownie.

INDIANA 99, SAN ANTONIO 100

Dostał piłkę od Pau Gasola wyszedłszy do podania po zasłonie LaMarcusa Aldridge’a. Kapitalnie starł się bark w klatę z Paulem Georgem, by następnie obrócić się w prawo i wykonać rzut a la Dirk Nowitzki a la Kobe Bryant a la KD. Piłka trafiła prosto do kosza na trzy sekundy do zakończenia meczu. Paul George miał jeszcze szansę zmienić los Pacers, lecz jego trójka trafiła w obręcz i to my mogliśmy cieszyć się ze zwycięstwa. Koniec streszczenia. Dziękuję.

Warto odnotować, że ów rzut Kawhiego to nie był przypadek. Tak. Kawhi ćwiczył to zagranie podczas treningów i przyniosło to zamierzony efekt. Boże, rozpływam się nad tym chłopakiem. W tej ostatniej akcji byłem myślami gdzieś w przyszłości – w finałach i to nie PG13 krył KAWAHI tylko LeBron James. Byłem też gdzieś w wyimaginowanej przeszłości – i to MJ23 krył Kawhiego. I Leonard trafił ten rzut.
Spurs wrócili z Rodeo Trip i mieli parę dni wolnego. To wszystko przełożyło się na ich grę. Brak płynności, brak dobrego rytmu, brak koncentracji przerodził się w kłopoty. Oczywiście, Pacers są bardzo dobrym zespołem, lecz Spurs są jeszcze lepszym.
Zadanie matematyczne. Kawhi rzucił najważniejszy kosz tego meczu, ale to gracze rezerwy zrobili całą dobrą robotę – rzucili łącznie 50 oczek, zaś starterzy nie będący Leonardem zaledwie 19. Ile punktów rzucił Leo?
Pau Gasol wyszedł znów z ławki i taki układ odpowiada jemu i Popowi. Pau robi swoją pracę, jest wyluzowany i to procentuje. Rzucił dwie trójki, zagrał parę razy kapitalnie w obronie. I uczestniczył czynnie w ostatniej akcji Leo.
D-Murray wyszedł w pierwszej piątce w miejsce kontuzjowanego Tony Parkera. Było okej, lecz po dwóch podaniach za plecami gdzieś w trzeciej kwarcie Pop nie wytrzymał i zmienił go Patty Millsem. 
LMA miał cichą noc…..
Ale David Lee znów mnie pozytywnie podbudował. 8 na 8 z gry. Gość zaczyna być w bardzo dobrej formie (nazwijmy ją „warriorsową”).
Nie wierzę w to, by Spurs walczyli o pierwsze miejsce na Zachodzie za wszelką cenę. Oczywiście jest szansa. Warrs są teraz bez KD na co najmniej miesiąc. Mamy łatwiejszy terminarz plus dwa mecze z Dubs u siebie. Wszystko może się zdarzyć jak śpiewał Mariusz Vanks. Znając filozofię Spurs to „jeśli ma się to zdarzyć, to się zdarzy” jest ich mottem. Nic na siłę. Zwłaszcza, że Dubs są niesamowici nawet bez KD (w zeszłym roku wygrali 73 spotkania) i nie sądzę, by odpuścili. 
Przed Spurs mecz z Pelicans, którzy dziś wygrali swój pierwszy mecz w erze Boogiego. Ciekawe czy uda nam się zaciągnąć ich na bagna Louisiany.
Piosenka dnia – Old Dirty Bastard – Cold Blooded (taki love song). Jedynie tytułem powiązany z Kawhi Leonardem i jego zimną krwią.