Relacje

Tak blisko, tak daleko

11 luty 2018r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Tak blisko, tak daleko

Spurs zaczęli mecz od mocnego uderzenia, niestety nie starczyło im energii, by dociągnąć prowadzenie do końca meczu z Warriors ostatecznie przegrywając 105:122.

Spurs zagrali z Warriors w Oakland bez obsady na pozycji rozgrywającego (nie było Tony Parkera ani D-Murray'a). Pierwsze skrzypce grał Patty Mills (mający problemy z przewinieniami już na początku spotkania) oraz wracający z Austin Spurs oraz kontuzji nadgarstka Derrick White (o którym chyba zapomnieliśmy). Prawda jest taka, że Warriors byli niezainteresowani grą ze Spurs, na tyle, że po pierwszej odsłonie przegrywali 10. punktami, zaś po 24 minutach trzema. To fakt, że piątka LMA-Forbes-White-Bertans-Anderson wygląda jakby była stworzona przez szalony umysł nastolatka grającego w NBA Live 2k17. Wierzcie lub nie, ale te 24 minuty meczu dały mi wielki zastrzyk optymizmu - edukacyjnie - to był majstersztyk Popa - grać w zasadzie rezerwowymi przeciwko zespołowi, który jest najlepszym teamem w lidze. Wiedziałem, podobnie jak Wy, że Warriors nie zostawią tego prowadzenia Spurs bez odpowiedzi, lecz starałem się o tym nie myśleć. Czułem podskórnie katastrofę (Warriors potrafią jak żaden inny team odrobić 10, 20 punktów w ciągu paru minut i jak nigdy nic dorzucić od siebie kolejne 15). Na szczęście nie było aż źle, jedynie Klay Thompson miał dzień, w którym trafiał wszystko, Warriors zamknęli Spurs swoją świetną obroną odrabiając straty i w konsekwencji wygrywając spotkanie 17. punktami.

To był ważny mecz w karierze Steve'a Kerra - trener Dubs odniósł swoje 250. zwycięstwo w zaledwie 302 meczach (co jest najlepszym wynikiem w historii NBA - drugi trener w historii, Phil Jackson, zdołał odnieść 250 zwycięstw dopiero po 346 meczach. 

Wśród Spurs brylował Kyle Anderson, który skończył mecz z 26 oczkami na swoim koncie. Brawa należą się także dla Derricka White'a, który nie dość, że musiał szybko odnaleźć się w roli drugiego rozgrywającego w Spurs, to na dodatek musiał zrobić to grając przeciwko m.in. Stephenowi Curry'emu. Rookie Spurs poradził sobie bardzo dobrze i cieszę się, że w koncu wrócił do składu. 

Wśród Warriors przeciętnie zagrał zarówno Curry (17 punktów), Durant (10 punktów) i Green (17 oczek). Klay Thompson popsuł humory Spurs, na niego nie było odpowiedzi, trafiał ważne rzuty (10 w trzeciej kwarcie dając przewagę Dubs).

Spurs są przed meczem w Utah. Miejmy nadzieję, że zdołają ten mecz wygrać.

Więcej o tym meczu później.

Nieco highlightów z nocy: