Relacje

Warriors, szykujcie swoje chude tyłki!

12 maj 2017r. dodane przez Dariusz Kiedrzyński

Warriors, szykujcie swoje chude tyłki!

Spurs bez Kawhi Leonarda zmiażdżyli Houston Rockets na ich własnym parkiecie 114:75 grając bez Kawhi Leonarda i zamykając tym samym serię 4:2. LaMarcus Aldridge był potworem, który zagrał w końcu mecz na miarę naszych oczekiwań - 34 punkty (16/26 z gry) plus 12 zbiórek.

Jest 5 rano, a ja sie zastanawiam jak wstawić do tego recapu zdjęcie smutnej dziewczynki w koszulce Rockets. Nie mam pojęcia. Zostawię tę fotkę TUTAJ - taka wisienka na torcie - wybaczcie, że się pastwię, musiałem......

Zacznijmy od tego, że zakładając absencję naszego najlepszego gracza Kawhi Leonarda, w rzeczy samej nie mogliśmy zakładać, że ta seria może się tak skończyć. Precyzując, zakładaliśmy, że Spurs wygrają, ale dopiero w meczu nr 7 (nie wiem czemu piszę to w liczbie mnogiej). Wynikało to z faktu, jak wiele wnosi do naszego teamu ten młody gracz z corn braids na głowie i jak faktycznie wyglądają statystyki Spurs bez jego obecności na boisku (piszę tu o serii z Rox).

Przed tym meczem, ba, w trakcie całego sezonu narzekaliśmy na LaMarcusa Aldridge'a. Na jego bycie "soft", na granie nawet trzecich skrzypiec w drużynie, na to, że przybrał na masie i że nie robi już takich cudów jak w Blazers. Liczyliśmy na palcach jednej ręki jego bardzo dobre występy a nie starczało nam palców obu rąk by zliczyć te słabe. 

LaMarcus dziś dał z siebie wszystko, co najlepsze. To był vintage LMA niczym z Blazers. Wiedziałem, że jego forma stopniowo wzrasta z meczu na mecz. Wiedziałem, że musi się w tej serii obudzić i to szybko. Spurs zwyczajnie jego potrzebowali! W końcu dostaliśmy to, na co czekaliśmy od dawna. Na mecz LaMarcusa wart tych pieniędzy, które zarabia w Spurs (wcale nie chciałem tego napisać).

LMA był tam gdzie powinien być i robił to, co powinien - zamęczał obronę Rockets w pomalowanym i dawał kapitalne rzuty z połdystsnsu. Walczył pod koszem, bronił, wziął za wynik odpowiedzialność. Udało mu się i jestem z tego powodu dumny i mega zadowolony. Może to być tylko jeden taki występ w tych playoffach, a może to być początek czegoś szczególnego. Poczekajmy, zobaczymy. 

Byłbym nie w porządku w stosunku do pozostałych Spursów, gdybym nie napisał, że ta wygrana (zresztą wygrana w meczu nr 5) była dziełem kapitalnej gry zespołowej, w tym przede wszystkim zmienników.

Pozwolę sobie wymienić tylko paru: J-Simms, DJM, nawet David Lee, Kyle Anderson, Davis Bertans, wszyscy, wszyscy grający z ławki dali radę. J-Simms zagrał KAPITALNIE w miejsce Kawhiego Leonarda. Wjazdy pod kosz, trójki, energia, wsady i obrona - tak właśnie sobie wyobrażałem jego playoffy - czarny koń, który rozwala system. 

D-Murray, który został oddelegowany na ławkę po dwóch meczach jako starter, dziś był mega pomocny, jego hustle plays, jego poruszanie się po boisku, czucie gry było NAPRAWDĘ DOBRE. 

Patty Mills zrobił znów swoje w miejsce Tony Parkera. To wspaniale, że możemy liczyć na Australijczyka w playoffach.

Pau Gasol także dawał radę. Obijał pod koszem Rox, robił swoją robotę. 

Mecz był wyrównany w zasadzie tylko w pierwszej kwarcie. Rox trafili parę trójek, parę razy weszli pod kosz, ale pozostała część meczu była straszna w wykonaniu Rockets. Gdybym był fanem tego zespołu, byłbym zażenowany w jaki sposób ten zespół po raz kolejny pożegnał się z playoffami. James Harden został totalnie zneutralizowany, może Manu go zneutralizował w poprzednim meczu. Nie wiem. Jedno jest pewne, grał totalną klapę. Bodajże 2/11 z gry. Nevermind.

Rox niczym nie zaskoczyli Spurs. Grali swoje, tj. trójki, głupie trójki. 40 razy. Spurs to wiedzieli i byli na to przygotowani. Alamo Boys nie napędzali tempa, grali mądrą koszykówkę (to w jaki sposób dbali o piłkę w meczu nr 5 i 6 to było mistrzostwo). Rox zwyczajnie Spurs przelewali się przez palce. Trener nie potrafił zatrzymać krwawienia. Spurs pozwalali grać Capeli pod koszem często faulując go przy rzutach. Rozbijali tempo gry Rockets, co przyniosło wspaniałe rezultaty. Przypomina mi się mecz nr 7 z Dallas Mavs w 2014 r. Tam też Spurs roznieśli przeciwników robiąc totalną demolkę (wtedy dużo było Kawhiego). Dziś w ten sam sposób zakończyliśmy serię z naszym rywalem z Teksasu - z przytupem.

Wybiegając w przyszłość myślami czeka nas wielkie wyzwanie w postaci serii z Warriors. By móc wygrać musimy mieć cały skład w pełni zdrowia oraz w życiowej formie. Każdy mecz będzie wymagał od nas heroizmu i jeszcze nie wiem czy Spurs są na to gotowi. Jedno jest pewne - to będzie kapitalne wyzwanie i liczę na świetną serię. Pytań jest mnóstwo, wątpliwości jeszcze więcej. Warriors nie przegrali jeszcze meczu w tych playoffach, my zaś w końcu doczekaliśmy się serii z Dubs, na którą przygotowywaliśmy się już parę lat temu (wówczas Clippers nas na jednej nodze pyknęli a ich Rox, a później Warriors zjedli na miękko Rockets). Czy teraz bez Tima Duncana z grającym w kratkę LMA i poobijanym Kawhim, bez TP9 damy radę? Zastanawiam się.

Życzę udanego piątku. Panowie i Panie jesteśmy w finałach konferencji! 

Statsy w pudełku!

Skrót z meczu:

Dodane po skończeniu recapu - Jak się okazało, posunięcie Popa o niewystawianiu do dzisiejszego meczu Kawhiego Leonarda było w punkt! Istniało ryzyko, że Rox w jakiś sposób to wykorzystają, a Spurs będą bezradni w ataku i dziurawi w obronie. Na szczęście, Alamo Boys zagrali kochaną przez nas koszykówkę i wespół zespół zmiażdżyli Rockets. Rox wyglądali na totalnie wypłukanych i zdezorientowanych grą całego skladu Ostróg - "hej, nie ma Leo, spoko, wygramy to łatwo". Punkt dla Ciebie, Pop. Oby kostka Leo wydobrzała do niedzieli, kiedy zaczyna się seria z Dubs!

Dodane #2 - zapomniałem podziękować Houston Rockets za kawał bardzo dobrej roboty w kontestowaniu naszych chłopaków przez sześć meczów. Cześć z nich byla blow out'ami, ale mecz nr 5 przejdzie do historii i będę go pamiętał po koniec mych dni. Ten blok Manu....... Rockets sprawili nam wiele problemów, jednak poradziliśmy sobie z nimi relatywnie sprawnie. Wymagało to zespołowości i skupienia na założeniach przedmeczowych. W każdym razie, dziękuję Rockets za tą serię.

Dodane #3 Kto będzie MVP sezonu? Russ, Harden, Leo czy LBJ? Czy Leo ma jakieś szanse?