Relacje

Żyć jak Manu Ginobili, przegrywać jak Spurs

8 styczeń 2018r. dodane przez Paweł Ostrowski

Żyć jak Manu Ginobili, przegrywać jak Spurs

Gdyby wyjąć dwie ostatnie akcje Spurs oraz jedną ostatnią zespołu gospodarzy moglibyśmy spać spokojnie i być dumni wszyscy z postępów naszych młodych graczy. Wszyscy, Kyle Anderson, Dejounte Murray dają nam to o co modliliśmy się, przynajmniej po bronionej stronie parkietu. Wcale daleko z tyłu nie są Bryn Forbes i Davis Bertans. Mecz jednak trwa pełne 48 minut i znów trzeba zacząć od tego, że San Antonio przegrało mecz. Wyjazdowy, a jakże by inaczej.

SAN ANTONIO 110, PORTLAND 111

To nie był mecz w optymalnych składach. 

Portland, które w domu mają ledwie bilans 10-10 po tym meczu, grało bez Damiana Lillarda na pozycji gwiazdy i rozgrywajacego. 

San Antonio znów stracili Kawhi Leonarda. Gregg Popovich przyznał w rozmowie z Tomem Orsbornem z San Antonio Express-News że gracz nie czuł się w stu procentach zdrowy już w piątkowym meczu przeciwko Phoenix Suns. Chodzi o uraz lewego ramienia. Nie są znane żadne szczegóły głębokości kontuzji ale klub liczy, że ten zagra już w najbliższy czwartek przeciwko Lakers. To już mecz 27 mecz kiedy drużyna musi sobie radzić bez Leonarda.

Dodatkowo, Gregg Popovich ustalając rotację na ten mecz nie miał do dyspozycji kilku innych gaczy. Tony Parker (odpoczynek), Danny Green i Rudy Gay (urazy) usiedli na ławce.

Trzy ostatnie mecze tych drużyn to ciągły strach o wynik i emocje do końca. W Moda Center grano 99-98, 91-93 więc i teraz 111-110 nie może dziwić, choć tempo i flow pierwszej połowy wyglądało na kolejny niski wynik, jakże odbiegając od tempa drugiej.

Spurs póki prowadzili to tempo po swojemu wyglądało, jakby mecz kontrolowali. Gra wysokich Pau Gasola i LaMarcusa Aldridge'a to czysta efektywność. Rzadko w NBA widzimy grę lobem wysoki do wysokiego a tak kilka razy obsługiwał Gasol podaniem Aldridge'a, Aldridge za to konrolował grę tyłem do kosza i pomimo jakościowego obrońcy Al-Farouq Aminu i dużego broniącego trumnę Jusufa Nurkica, Blazers wyglądali często na zagubionych i byli szkoleni przez starszych weteranów. 

Gasol (16 punktów) był w stanie zacząć mecz od celnej trójki, dostając jakościowe pozycje przeciwko obronie Portland, a jego defensywne limity grając przeciwko C.J. McCollumowi wyrzuciły go z piątki, jaka kończyła ten mecz i wierzę, że to był jedyny powód. 

Spurs zbudowali do przerwy przewagę niewielką (53-48) ale odpowiednią, by myśleć w końcu o zwycięstwie tutaj. W drugiej połowie zrobiło się z tego nawet +12 ale Blazers walczyli i już końcem trzeciej kwarty wrócili do meczu z remisem po 80. Mo Harkless grał więcej i zdobył 7-10 z gry, na 19 punktów, McCollum (25 punktów z 24 rzutów) jak zwykle grał decydujące akcje meczu (jego niski kozioł jest niesamowity, DeJounte ucz się kolego) a Shabazz Napier w minutach, które grał i dał dla Trail Blazers był jak Damian Lillard i McCollum w jednym. Pięknie prowadzi grę, wie jak przejść na zasłonie, przesuwa obrońcę w stronę jaką chcę, chowa piłkę bez jej strat i najlepsze jest to, że się przy tym wszystkim długo nie zastanawia. Jego kozioł jest nieprzerwany. Ten pick 'LeBrona Jamesa' czyli Miami Heat wygląda jak steal, ale już dla Trail Blazers.

I tak, Spurs kończąc mecz zagrali w sposób jaki najchętniej bym zapomniał. Przez długie fragmenty ofensywę ciągnął Manu Ginobili (zaraz o nim) ale piątką Mills-Ginobili-Anderson-Bertans-Aldridge powinna wygenerować lepsze akcje w crunch-time. Patty Mills dobrze nie pośpieszał przedostatniej akcji San Antonio, wyszedł w górę po zasłonie i na wysokości linii rzutów wolnych miał czystą pozycję. Zamiast tego w ostatniej chwili dostrzegł Andersona pod koszem.

Tylko, że ten był otoczony kilkoma parami rąk a na zegar odliczał już trzy ostatnie sekundy. Patty..

Anderson był na szczęście faulowany i Spurs byli na bonusie (choć długo z tego nie korzystali), więc wróciliśmy na prowadzenie 110-109. Ale gdy McCollum odpowiedział po timeoucie lewą ręką floaterem nad Aldridgem i wygarnął znów prowadzenie 110-111 Spurs mieli piłkę z boku i nie wiem czy tak miała wyglądać ostatnia akcja mecz (9:28 na poniższym filmiku). Czy czasem Manu Ginobili nie miał ścinać pod kosz obiegając Aldridge'a z lewej strony i czy nie do niego miało iść to podanie? 

Spurs grali już tak tonę razy.

Zwłaszcza, że Manu Ginobili to mój tato. Tzn drugi. Tzn mógłby być. Prawie.

A gra i szkoli 20latków w NBA. Matko z córką.

Po ostatnim +20 punktowym meczu z Suns teraz miał ... 26 punktów. Kiedy ostatnio miał dwa +20 mecze? W marcu 2014 roku. 6-9 za 3, trzy trudne layupy w pomalowanym w pierwszej połowie. W 2018 roku korzysta z dni wolnych między meczami i jest w wyśmienitej formie, w takiej, o której wszyscy będą długo mówić.

Ale Spurs przegrywają i nie odbijają się od przeciętności poza domem. Ten sezon na razie jest w zarodku.